11 grudnia 2025
Biorytmy, horoskopy i inne
Ludzie tłumaczą sobie rzeczywistość na tysiące sposobów. Nauka postrzega wszystko przez pryzmat doświadczeń, powtarzalności i logiki. Religie opierają się raczej na wierze i zaufaniu do kapłanów. Każdy człowiek ma własny pogląd na rzeczywistość, zwykle będący wypadkową tego, co obowiązuje w jego środowisku, wychowania, nauki i religii. Nieliczni do tych czynników dołączają samowychowanie, świadome kształtowanie swoich poglądów i zachowań, próbując nie ulegać bezkrytycznie tym narzucanym przez świat zewnętrzny. W środowiskach ezoterycznych, ludzi parających lub tylko interesujących się uzdrawianiem, duchowością, NOL-ami, technikami relaksacji i medytacji, istnieje wiele alternatywnych sposobów poznawania i tłumaczenia rzeczywistości. Są to horoskopy, numerologia, biorytmy, relaksacja, medytacja. Chłoniemy opowieści o duchach, reinkarnacji, magii liczb, spotkaniach z obcymi, wzięciach przez UFO i tym podobne, wśród realistów, twardo stąpających po ziemi, uważnych za śmieszne, głupie, nienaukowe.
Jaka jest rzeczywista wartość tych alternatywnych poglądów? Trudno to ocenić. Na pewno nie potwierdzi ich nauka, przynajmniej na jej obecnym poziomie poznania, opartym o doświadczenia, hipotezy i powtarzalność. Często jest to sprawa indywidualna. Na przykład, naukowiec oceni, że książki Michaela Newtona, oparte na opowieściach ludzi poddanych hipnozie nie są opisem zjawisk powtarzalnych, a więc nie są naukowe. Nie są prawdziwe. Ja jednak widzę w nich powtarzalność. Bo przecież to, co każdy mówi o zaświatach w trakcie seansu hipnotycznego nie pokrywa się w stu procentach i nie może, bo każdy człowiek jest odrębną indywidualnością. Jednak całość tworzy spójny i bardzo logiczny obraz tego, co nas czeka po śmierci. Mniej doświadczone dusze widzą w hipnozie rodzaj szkoły w zaświatach, opowiadają głównie o swojej grupie dusz. Te bardziej rozwinięte opisują inne rejony zaświatów, zaś często są tam nauczycielami tych młodszych dusz. Nierzadko mają inne specjalności, niekoniecznie związane z nauką czy z życiem na Ziemi.
Wszystkich pacjentów Newtona i jego uczniów łączą jednak wspomnienia podobne, nawet identyczne. Wszystkie były lub są członkami grup dusz, wszystkie mają przewodników, choć na różnym poziomie, wszystkie spotykają Radę Starszych, która prowadzi je w procesie rozwoju. A całość jest – jak pisałem wyżej – bardzo, bardzo logiczna. To jest powtarzalność, której nie potrafi dostrzec większość naszych naukowców. Bo nie mogą w laboratorium umieścić i zahipnotyzować setki ludzi, którzy powiedzą to samo, słowo w słowo. A gdyby taki cud się zdarzył, oceniliby, że to tylko majaki oszukanego mózgu i wysunęli by kolejną hipotezę, według której każdy w pewnych warunkach ma identyczne zwidy. Zresztą, już to robią w stosunku do ludzi, którzy przeżyli śmierć kliniczną.
Moją główną zasadą, o której wielokrotnie wspominam na tej witrynie, jest przekonanie, że prawdziwe jest to co działa. A i to z zastrzeżeniem. To co daje efekty i sprawdza się u jednej osoby, u innej – z różnych powodów – może nie działać w ogóle. Dlatego te metody, które tutaj opisuję są dla mnie prawdziwe. Bo uzdrawianie działa, wbrew naukowcom, wbrew opiniom lekarzy i izb lekarskich. Czy zawsze? Nie! Czasem dana metoda uzdrawiania nie sprawdza się, podczas gdy inna zadziała. Czasem nawet wystarczy zastrzyk u lekarza. Bywa, że nie widzimy efektów uzdrawiania, a dopiero po dłuższym czasie pojawiają się lub okazuje się, że choroba była korzystna dla człowieka, dla jego rozwoju, przebudzenia świadomości. Czyli nie działa? Działa, choć nie zawsze tak, jak sobie życzymy. Czy lekarze mogą powiedzieć, że ich leczenie zawsze jest skuteczne? Jeśli ktoś tak mówi, po prostu kłamie. Może miałem pecha (szczęście?), ale lekarze pomogli mi w życiu tylko w sprawach nieistotnych lub wymagających natychmiastowej reakcji, zwłaszcza w czasach, gdy nie znałem metod samouzdrawiania. Ich skuteczność, w moich oczach, jest wyjątkowo niska, a dodatkowo obarczona skutkami ubocznymi, uzależnieniem milionów ludzi od leków i innymi wadami tzw. służby zdrowia. Jednak to lekarze są uznawani przez naukę za skutecznych w pomaganiu, zaś uzdrowiciele za oszustów, fantastów, znachorów czy szarlatanów.
Wielu ezoteryków uważa horoskopy za doskonałe narzędzie do przewidywania losu. Zrobiłem kilkakrotnie eksperyment. Sprawdziłem czy gazetowe horoskopy przewidziały mój los, ale po fakcie. Czyli np. horoskop na marzec czytałem po tym miesiącu. Każdy z tych eksperymentów pokazał jedno. Horoskopy nie trafiły kompletnie. Jak się zastanowić, to tak musi być; przecież trudno, aby te same wydarzenia przydarzały się jednej dwunastej ludzkości w tym samym czasie. Podobnie jest z oceną charakteru czy życia człowieka na podstawie imienia. Znałem w życiu ludzi o takich samych imionach, będących zupełnie różnymi ludźmi o różnych kolejach losu. Jednak są ludzie, którzy uparcie twierdzą, że posiadacze jakiegoś imienia są tacy, a tacy. Wracając do horoskopów, być może inaczej sprawy się mają z tymi prawdziwymi, obliczanymi dla konkretnego człowieka, o konkretnej dacie urodzenia. Opowieści, jakie czytałem, zdają się potwierdzać, że takie horoskopy bywają wyjątkowo trafne. Sam nie miałem okazji na zrobienie takiej „wróżby”, więc nie mam doświadczenia własnego w tej materii.
Biorytmy. Pisałem o tym wcześniej. Przykład Igi Świątek, której przegrane mecze zawsze przypadają w dniach zerowych i krytycznych jej biorytmów, przekonały mnie ostatecznie. Biorytmy są prawdziwe i działają. Oczywiście dla naukowców może tu brakować powtarzalności. Takową dostrzegliby dopiero, gdyby np. wszyscy w każdym dniu krytycznym łamali nogę.
Jeśli chodzi o numerologię, nie mam zdania. Część ludzi nie podejmie żadnej decyzji bez sprawdzenia cyferek, inni uważają tą dziedzinę za pseudonaukę, niemającą żadnych podstaw. A ponieważ się nie znam, nie będę się wypowiadał. Intuicja mi podpowiada, że „coś w tym jest„, jednak nie jest ona poparta własnym doświadczeniem.
Relaksację i medytację – o dziwo – nauka częściowo uznaje. Nawet chorym na niektóre choroby, np. nadciśnienie, proponuje się jakieś formy tych umiejętności. Dla tych, którzy regularnie stosują techniki relaksacyjne (np. Jacobsona czy Schultza) lub medytują, ich wartość jest oczywista i nie do przecenienia. Zapewniają, że codzienna medytacja uspakaja, uzdrawia, rozwija duchowo i na wielu innych płaszczyznach. Zgadzam się z tym w stu procentach i polecam. W myśl zasady, że jest prawdziwe, bo działa, a nie dlatego, że jakiś naukowiec doszedł do wniosku, że medytacja jednak działa.
Wiele kontrowersji wywołuje jasnowidzenie. Każdy ezoteryk w Polsce słyszał o Jackowskim i jego przepowiedniach. Sceptycy – jakże by inaczej – uznają go za oszusta, podobnie zresztą jak wszystkich jasnowidzów. O panu Krzysztofie Jackowskim pisałem kilkakrotnie. Uważam, że jest wybitnym jasnowidzem, a jednocześnie zwykłym i często omylnym człowiekiem w innych dziedzinach. Modelowy przykład drugiego poziomu rozwoju wg teorii Dąbrowskiego, czyli wybitny talent w jednej dziedzinie przy jednoczesnej przeciętności w innych. Pisałem o nim w tekście „Meandry jasnowidzenia i polityki”. Mamy też innych jasnowidzów w Polsce, choć nie tak znanych, to jednak niekoniecznie słabszych.
Wizje jasnowidzów często sprawdzają się, więc w jakimś stopniu są prawdziwe. Z drugiej strony wielu nawet słynnych proroków miewało i miewa okropne wpadki, gdy rzeczywiste wydarzenia przebiegały nawet dokładnie odwrotnie niż przepowiadali. Szanując iskrę bożą takich ludzi, samego jasnowidzenia nie uznaję za dobre w kierowaniu się nim w życiu. Jest zbyt zawodne. Sam zrezygnowałem świadomie z kariery wielkiego jasnowidza i używałem tych umiejętności tylko w procesie uzdrawiania. W tym zakresie zwykle trafiam dokładnie czyli to, co widzę zwykle pokrywa się z faktami (np. okazuje się, że choroba, którą widziałem, zostaje potwierdzona badaniami), choć czasem widzę symbolicznie, chociażby obraz kobiety w spódnicy, pokrytej robakami, co się okazało zakażeniem dróg moczowych. Myślę, że próby ujrzenia przyszłości w szerszej skali, tak jak Jackowski, jest dużo trudniejsze, między innymi stąd tak częste pomyłki.
Z jasnowidzeniem łączą się w jakiś sposób różdżkarstwo oraz I cing. Używam często jednej i drugiej metody i uznaję, że są bardzo skuteczne, choć w nieco innym zakresie. Różdżka zasadniczo odpowiada tak lub nie i jest skuteczna np. przy uzdrawianiu, przewidywaniu, co korzystniejsze, szukaniu wody, cieków wodnych itp. I cing ma szersze zastosowanie. Nie tyle przewiduje, ile doradza. Nakreśla sytuację i opisuje, co należy zrobić, aby uniknąć złego losu lub przyciągnąć dobrą przyszłość. Wadą tej metody jest konieczność zrozumienia olbrzymiej ilości odniesień do chińskiej kultury i historii i przełożenia ich na swoją sytuację. Jednak po nabraniu wprawy, skuteczność I cingu jest olbrzymia. Dlaczego? Nie wiem. W książkach o tej wyroczni czytałem różne wyjaśnienia, ale nie wiem, na ile są prawdziwe. Ważne, że metoda działa. Mój warunek jest spełniony. Jednak uwaga: wydaje mi się, że korzystanie z takich podpórek w jakiś sposób upośledza zdolności jasnowidzenia, więc jeśli ktoś chce być skutecznym jasnowidzem, powinien rozważyć rezygnację z wahadełka czy wyroczni. Mogę się jednak mylić.
Można by znaleźć jeszcze sporo dziedzin, które ezoterycy cenią i które pomagają im poznać rzeczywistość. Opisałem tu te, które znam i które wypróbowałem. Odradzam tworzenie sobie obrazu świata na podstawie Internetu, Facebooka, Instagrama, X-a i tym podobnych. Również produkcje Hollywood nie są zbyt dobrym nauczycielem. Niestety, można odnieść wrażenie, że wielu ludzi na nich opiera swoje przekonania i wiedzę.

