Strona główna
ezotlo (4 kB)

8 kwietnia 2026

Channeling

Jednym z bardziej popularnych w środowisku ezoteryków pól działalności jest tak zwany channeling. Jest to dość ogólne pojęcie. Dla jednych są to po prostu kontakty z duchami, dla innych forma łączności z istotami wyższymi, które udzielają ludziom rad i nauk. Choć zjawisko jest stare jak ludzkość, o czym świadczą najstarsze dokumenty i święte księgi różnych religii, obecnie jest kojarzone raczej z ruchem New Age. Nazwa zaś pochodzi z języka angielskiego i sugeruje, że między człowiekiem a wyższą istotą pojawia się coś w rodzaju kanału transmisyjnego (coś jak kanał radiowy lub telewizyjny) przez który płyną informacje.

Warto zastanowić się nad korzyściami płynącymi z uprawiania channelingu i nad zagrożeniami z tym związanymi.

Najpierw może o korzyściach. Zarówno w Polsce, jak i w innych krajach, jest wielu znanych channelingowców. Twierdzą oni, że tą drogą otrzymują bezcenne informacje na temat Ziemi, ludzkości, a także odpowiedzi na własne pytania i rozwiązania problemów. Wielu z nich otrzymuje w ten sposób informacje dotyczące przyszłości (nie można ich mylić jednak z jasnowidzami, którzy niejako „osobiście” sięgają w nieznane rejony czasu i przestrzeni, bez pośredników). Cóż, jak długo przynajmniej większość z tych przepowiedni sprawdza się, nie ma przeszkód, by brać je pod uwagę. Mówi się poza tym, że większość religii powstała na skutek przekazów tego rodzaju.

Na przykład w naszym kraju działa bardzo prężnie fundacja, stworzona na terenach byłego Związku Radzieckiego. Ich podstawą działania są właśnie quasi-channelingowe informacje otrzymywane różnymi technikami od przedziwnych bytów, wyraźnie będących mieszanką pochodzącą z prawosławia, katolicyzmu, alchemii, wierzeń ezoterycznych różnych epok, a nawet postaci na wskroś ateistycznych. Czy rzeczywiście tym ludziom doradza Jezus, Saint-Germain, albo Melchizedek? Trudno powiedzieć. Jednak fundacja pod wpływem tych porad organizuje medytacje, krzewi miłość na Ziemi i wydaje się mieć spore sukcesy, a przynajmniej tak było kilka lat temu, gdy się interesowałem tą metodą.

Jednak nie zawsze to przebiega tak sielsko-anielsko. Dlatego warto zająć się drugą stroną channelingu, tą niosącą różne niebezpieczeństwa i zagrożenia. Wszyscy słyszeli zapewne o opętaniach, tak gorliwie zwalczanych przez Kościół w Polsce. Jednak nie wszyscy wiedzą, że czasem ich początkiem są właśnie próby uzyskiwania informacji poprzez channeling. Niestety nie jesteśmy w stanie sprawdzić, z jakim bytem tak naprawdę łączymy się, próbując pisma automatycznego, używając różnych przyrządów typu tabliczki Ouija (swoją drogą, dlaczego coś tak kontrowersyjnego wszędzie pisze się wielką literą?) lub odpowiadając na próbę kontaktu, jaką jakaś istota podejmuje z nami, gdy medytujemy. Równie groźne są próby zabaw spirytystycznych. Nie jest to channeling, ale coś podobnego, wywołującego często identyczny efekt, opętanie właśnie.

Jednak skutki channelingu rzadko są aż tak drastyczne. Często człowiek tą drogą może latami otrzymywać informacje, nieraz – na przykład – pomagające mu życiu, a dopiero, gdy z jakichś przyczyn próbuje zrezygnować z tych rad, zaczyna się jego dramat. Sytuacja życiowa nagle się może pogorszyć, a on jest pouczany, że musi słuchać, bo będzie gorzej. Albo kończy się to w szpitalu psychiatrycznym. W czasopismach ezoterycznych opisano wiele takich sytuacji.

ChannelingProblem istnieje, choć jest zaledwie ułamkiem kontaktów channelingowych. Czasem jednak prowadzi do znacznego wpływu na wielką ilość ludzi. Przykładem może tu być działalność małżeństwa Hicksów. Otóż, pani Hicks nawiązała kontakt z bytami, które kazały się nazywać Abrahamem. Pod wpływem wskazówek Abrahama państwo Hicks stworzyli cały system Prawa Przyciągania, a ich książki biły jeszcze niedawno rekordy popularności. Dziś, gdy jakoś mało milionerów pojawiło się na skutek ich rad, popularność ich dzieł spadła. Prawo Przyciągania oczywiście istnieje, wie o tym każdy ezoteryk, jednak Hicksowie zrobili z niego karykaturę. Według nich Prawo Przyciągania jest najważniejszym prawem we wszechświecie, kieruje wszystkim i właściwie wyklucza inne przyczyny istnienia czegokolwiek, na przykład Boga. Najzabawniejsze zaś (albo najsmutniejsze), że małżeństwo to potrafiło przekonać rzesze ludzi do unikania myślenia o rzeczach smutnych, niekorzystnych, bo przecież myślenie o tym przyciągnie złe wydarzenia do nas. Co więcej, za unikaniem myślenia o przykrych rzeczach miały iść kolejne działania: unikanie wszelkich nieprzyjemnych zdarzeń, niepomaganie potrzebującym, a w zamian poświęcanie działania i myślenia tylko sprawom dla nas przyjemnym, by tylko takie przyciągać. Efektem tego nie był spektakularny wzrost milionerów, ale raczej wzrost ilości skrajnych egoistów. Oto efekt „nauk” channelingowych oferowanych przez byty rzekomo nam sprzyjające.

Jeśli chodzi o prawo przyciągania, wydaje się, że naprawdę skutecznymi metodami jego uruchomienia są techniki kwantowe, na przykład dwupunkt czy synchronizacja kwantowa. Z zastrzeżeniem, że to też nie jest cudowna lampa Aladyna, spełniająca absolutnie każde nasze życzenie.

Innym przykładem takiego nieciekawego kontaktu może być wpadka jednego z najbardziej zasłużonych polskich nauczycieli uzdrawiania, gdy pod wpływem przekazów channelingowych jednej z kursantek, a potem własnych, uwikłał się w ratowanie świata przed rokiem 2012, poprzez wykopanie prawdy pod piramidami. Nie wykopał, a pani owa wzięła ślub ze słynnym piewcą katastrofy, Patrickiem Gerylem i po magicznej dacie ślad po niej zaginął. Szkoda, bo popularności wspaniałej skądinąd metody na pewno to nie pomogło.

Badania Instytutu Monroe'a, Bruce'a Moona i wielu innych sugerują, że tzw. zaświaty mają wiele poziomów, które zamieszkują istoty duchowe o bardzo zróżnicowanym poziomie rozwoju. Te z niższych poziomów pragną mieć wpływ na ludzi, ale nie są zainteresowane prawdziwą pomocą, a jedynie realizacją własnych celów, jakie by one nie były. U pacjentów Michaela Newtona i jego następców sprawa wygląda podobnie. Ludzie mający bardziej rozwinięte dusze, którym Newton pomagał poznać „życie między życiami” twierdzili, że na Ziemię trafiają czasem młodziutkie dusze akurat niekarminujące, które próbują zabawiać się z ludźmi, robiąc im różne figle. Poza tym bywa, że trafiają do nas istoty duchowe z innych sfer świata dusz, też niekoniecznie nam przyjazne, a czasem po prostu zachowujące się źle niecelowo, jak słoń w składzie porcelany.

Jest jeszcze inny aspekt zabaw z channelingiem. Nasza podświadomość może nam podsuwać własne treści, może też zniekształcać treści, które nam przekazuje nadświadomość, a dla uwiarygodnienia przedstawiać się jako znane z historii czy religii postacie. Może też zaistnieć połączenie działań podświadomych i wpływu jakiejś istoty duchowej, co może przynieść różne rezultaty, zarówno dobre, jak i złe.

Czy zrezygnować kontaktów channelingowych? Niekoniecznie. Spora część z nich przynosi rzeczywiste korzyści lub ciekawe informacje. Jak jednak sprawdzić ich prawdziwość? Jak skonfrontować z rzeczywistością, skoro czasem po latach dopiero okazują się bzdurą? Jeśli jednak decydujemy się na nie, róbmy to pod okiem kogoś doświadczonego, kto może zorientować się, jakiego rodzaju istoty duchowe nawiązują z nami kontakt. Zastanówmy się kilkakrotnie, zanim podejmiemy samodzielne próby channelingu, na przykład korzystając z dość licznych poradników dostępnych na rynku księgarskim. Niekoniecznie zostaną nam podyktowane losy świata, ale za to możemy skończyć w całkiem realnym bagnie.

Dobrym pomysłem dla tych z nas, którzy wierzą (wiedzą) w istnienie siły wyższej, zarządzającej tym naszym światem, może być pamiętanie, by przed każdym kontaktem poprosić o ochronę Boga, aniołów, Wyższą Inteligencję czy świętych, by pomodlić się chwilę. Bez względu na opinie ateistów, to działa i w tym wypadku może nas uchronić przed niekoniecznie sprzyjającymi nam istotami z innych planów egzystencji.