Strona główna
ezotlo (4 kB)

8 listopada 2025

Afera Cichosz

Polsatowski dziennikarz Bogdan Rymanowski zrobił wywiad z prof. Grażyną Cichosz. I zaczęło się. Na dziennikarza i panią profesor rzucili się wszyscy wielcy naszego pięknego kraju. Demagog zarzucał szerzenie teorii spiskowych, różni komentatorzy polityczni wytoczyli działa przeciw, influenserzy postanowili też podbić swoje zasięgi, krytykując bohaterów filmiku. Z drugiej strony do walki w Internecie ruszyli zwolennicy poglądów profesor Cichosz lub dziennikarstwa Rymanowskiego. Gdy czytałem komentarze na Facebooku, miałem wrażenie, że wdepnąłem w jakieś bagno, gdzie jedni próbują utopić drugich, nie przebierając w środkach. Zero argumentów, za to wyzwiska, obrażanie adwersarzy, agresja. Po obu stronach barykady. Postanowiłem wtrącić swoje trzy grosze na moim blogu. Skoro wszyscy uznali, że zasada „nie znam się, ale się wypowiem” jest dobra, to i ja mogę.

Nie chcę wypowiadać się na temat treści, które pani Cichosz głosiła w wywiadzie. Tak się składa, że nie mam wykształcenia odpowiedniego, by mieć wystarczającą wiedzę na ten temat. Mogę tylko napisać o moich poglądach laika. Otóż, uważam, że każdy ma prawo żywić się tak, jak uważa, stosownie do swojej wiedzy i poziomu rozwoju. Nie uważam, że mięso powinno być głównym składnikiem pożywienia, z drugiej strony fakt, że weganie muszą uzupełniać suplementami witaminę B12 i D, bardziej mnie przekonuje niż mądre badania i mierzenie długości przewodu pokarmowego. Wegetarianie nie mają tego problemu, bo jedzą jajka i piją mleko. Dlatego sądzę, że trzeba szukać złotego środka w żywieniu, a unikać skrajnych diet, jak weganizm czy diety mięsne, typu diety Kwaśniewskiego. Dla ludzi, którzy rezygnują z mięsa, aby nie brać udziału w zabijaniu i męczeniu zwierząt, mam najwyższy szacunek, choć sam nie poszedłem tą drogą. Jest wysoce prawdopodobne, że są oni na wyższym poziomie duchowym ode mnie. Chyba, że w imię sprawy zajadle atakują innych. Nieco mniejszy szacunek mam dla tych, którzy rezygnowali z jedzenia mięsa dla zdrowia, choć ich upór i poświęcenie też jest godny pochwały.

Pani profesor nie przekonała mnie do przewagi wszelakiej mięsa nad roślinami. Jednak większość wywiadu nie tego dotyczyła. Było tam dużo o skażonej żywności, o przetworzonej, o władzy pieniądza i wytwórców żywności, o trujących dodatkach do produktów żywnościowych. O wpływie spożywania takiego jedzenia na zdrowie. Cóż, jeśli pani profesor porównała mięso do takich specjałów, nic dziwnego, że jej wyszło, że mięso jest zdrowe, jeśli nie jest uzdatniane wodą, saletrą i nie wiadomo, czym jeszcze.

Grażyna CichoszKrytycy zarzucali pani profesor, że wprowadza w błąd i cytowali jej nieistotne pomyłki, aby udowodnić, jakim jest (uwaga: modne słowo) szurem. Np o fakcie, że wbrew jej słowom, we Francji nie wycofano aspartamu. Czy czepianie się szczegółów jest w porządku, gdy nie odnosimy się do meritum? Nie. Nikt nie jest robotem i nie musi pamiętać każdej informacji, a takie łapanie za słówka służy tylko jednemu: przekierowaniu rozmowy czy dyskusji na wygodne dla siebie tory, aby zaatakować.

Najbardziej zdziwiła mnie aktywność dziennikarzy i komentatorów politycznych. Przez litość nie wymienię ich nazwisk. Jednak zabieranie głosu w temacie, o którym nie ma się pojęcia tylko po to by pogrążyć nielubianego dziennikarza, jest dla mnie co najmniej dziwne. W pewnym momencie zacząłem się zastanawiać, komu ten wywiad tak boleśnie nacisnął na odcisk, że spotkał się z tak zajadłą krytyką i atakiem? Zapewne firmom farmaceutycznym i żywnościowym. Ale dlaczego ludzie, zwykle zajmujący się polityką nagle stali się specjalistami od żywienia? Cóż, być może obecne rządy nie różnią się tak bardzo od poprzednich. Na to wskazywałaby działalność Izb Lekarskich i Rzecznika Praw Pacjenta, który zdaje się zajmować wszystkim, tylko nie naszymi prawami, oraz wszechwładza bigfarmy. Jak widać korporacje żywieniowe też mogą mieć duże wpływy wśród obecnie rządzących polityków, a przynajmniej przeciwników PiS. Pewna dziennikarka, z wielką żarliwością atakująca naszą prawicę, z czym się zwykle zgadzałem, nagle zainteresowała się wywiadem z profesor od żywienia. Paradne. A najbardziej paradne, że oświadczyła, że musi walczyć o prawdę i dziennikarz, który pozwala na szerzenie bredni szkodzi, bo głoszenie nieprawdy grozi ludziom śmiercią i chorobami. Nie uściśliła tylko, kto ma decydować, co jest prawdą, a co jej widzimisię. Pani ta, którą ceniłem za celne pokazywanie świństw poprzedniej władzy, a czasem nieudolności obecnej, jednym podcastem zniszczyła – w moich oczach – cały swój wizerunek. Może warto było, może interes bliżej nieokreślonych grup był ważniejszy, niż fakt, że kilku naiwnych niemile się zdziwiło.

Na tym blogu kilkakrotnie pisałem, że należy sprawdzać co się czyta i powiela w Internecie. Szkopuł w tym, że nie zawsze jesteśmy w stanie dotrzeć do prawdziwych informacji. Oddzielić je od spiskowych teorii powstałych w zaburzonych umysłach lub w umysłach specjalistów od dezinformacji z Rosji czy Białorusi. Jak zweryfikować informacje, które pochodzą ze źródeł rzekomo wiarygodnych, a które przeczą sobie wzajemnie? A przecież bywa też, że powszechnie aprobowane poglądy są fałszywe. Historia nauki to historia takich poglądów, które czasem nawet po setkach lat były obalane, a nieraz obalający stawał się ofiarą obrońców „prawdy”. W takiej sytuacji nie możemy wybrać właściwie i uznajemy za słuszne te informacje, które są bliższe naszym przekonaniom. Taka nasza natura. Może tym się kierują dziennikarze, ukształtowani przez mainstream? Walczą o prawdę, jaką mają wpojoną i nie są w stanie zmienić przekonań. Może pani od walki z PiS-em nie jest w stanie zrozumieć innego punktu widzenia, mimo niewątpliwej inteligencji, bo przekonania na temat żywienia odziedziczyła z oficjalnych środków przekazu? I nie może zrozumieć, że badania leków robione przez ośrodki sponsorowane przez firmy farmaceutyczne nie mogą być uczciwe? Podobnie jak badania żywności sponsorowane przez firmy żywieniowe. A może po prostu chciała dowalić pisowskiemu, w jej ocenie, dziennikarzowi. To by o niej nie świadczyło dobrze.

Niepokoi zajadłość, z którą atakuje się w Internecie, a coraz częściej w życiu realnym, tych, którzy ośmielają się mieć inne zdanie. Metoda rządzenia pana Kaczyńskiego, polegająca na skłóceniu narodu i wzbudzeniu nienawiści do „gorszego sortu” przynosi efekty. Niestety, są to zachowania zaraźliwe. Obecnie już po stylu dyskusji, po języku polemik trudno odróżnić strony konfliktu. Po prostu schamieliśmy. I nauczyliśmy się nienawiści, zamiast szukania prawdy i porozumienia.